Menu





20.08.2009

Głodny (a więc sfrustrowany;)) fotograf to zły fotograf

Nie od dziś wiadomo, że w lecie się zdjęć nie robi, co najwyżej pocztówki z wakacji;) Teoretycznie więc nie powinienem czuć głodu fotografowania i pokusy, by się zrywać z łóżka o jakichś barbarzyńskich porach nocy;) A jednak...
No ok, nałóg to nałóg. Jak się raz na miesiąc zapowiada wschód bez wiatru to przejechać się można, zwłaszcza na początku sierpnia, gdy już i godzina normalniejsza, i jakieś pajęczynki się znajdą, i może co jeszcze takiego bardziej wczesnojesiennego niż późnoletniego... Skoro jednak już coś widzę w wizjerze, to jak się tu powstrzymać przed naciśnięciem tego guzika?;) No to mam efekt: mniej niż pół filmu nadaje się do zaramkowania. Ile z tego do pokazania? Oby w ogóle coś...



09.01.2009

Można nawet powiedzieć, że wszystko zaczęło sie we wtorek (najmroźniejszy jak dotąd dzień w Wielkopolsce od kilku ładnych sezonów). -19.5C - nieźle.
Samochód pali jak nówka (HA!!!). Jadę w ciemno nad Wartę, Rogalin i dalej. Mgła jest. Szadź jest. Ciemno jest. Jak już jest jaśniej to słońca nie ma. Pojeździłem sobie, poczekałem, aż się zrobiło szaro, dwie klatki na siłę zmarnowałem i stwierdziłem, że może by tak do pracy jednak... no i oczywiście na rondzie pod domem błysnęło...
Czyli norma; któreśtam prawo Murphy'ego. Olałem wszystko i pojechałem do pracy. Na dzień dobry dostaję linka od Gosi K. z dyskusją pod bielikami Marcina N. z kolejną zawoalowaną prowokacją kiedyś_chyba_najmłodszego i piekną pointą Karola W.: "nie rezygnujmy z orgazmów tylko dlatego, że Miss Polski jest już zajęta").
Humor od razu mi sie poprawia...:D

W środę zatem:> widząc, że zanosi się na powtórkę aury, mimo wiatru (szadź jest już z nocy, może nie zwieje wszystkiego:)) biorę plecak, ale dla niepoznaki jadę do pracy. Bingo!
Kiedy już widzę przez okno, że nie ma bata i wschód musi być, opuszczam samowolnie miejsce zatrudnienia i jadę na Morasko (bo najbliżej:) niby "tylko" -16.5C, ale piździ jak w kieleckiem, więc łapy przymarzają mi do statywu (pomimo rękawiczek). Od północy za to zbliża się fantastyczna niska chmura, którą słońce spod horyzontu oświetla na różowo...:)

Ach... Dla takiego wschodu mogę ostatecznie zrezygnować nawet z paru orgazmów...:D






22.11.2008

A to taka niespodzianka...:)


Już kilka razy mnie nachodziło, żeby jakoś zapisywać to, co mi po głowie chodzi w trakcie łażenia po terenie... Nie bardzo mi odpowiada koncepcja bloga z jego wymogiem systematyczności;) Dość długo nie wiedziałem jak się za to inaczej zabrać ale w końcu wymyśliłem (OK, nie jest to jakoś wybitnie odkrywcze;) ale może wystarczy na razie...:)))

Myśl na dziś (nie będzie wesoła;)): ta cholerna pogoda

Zeszły tydzień, piątek rano. Atakuje mnie Kajko, czy nazajutrz skoroświt robić plener rocznicowy PGFu (http://www.pgf.poznan.pl). Za oknem mleko, resztki jesieni i generalnie żal w pracy siedzieć. icm mówi, że tej mgły nie ma;) i że jutro też jej nie będzie. Więc się waham. Kajko cierpliwie czeka przez cały dzień na moją decyzję (tak, czuję cholerną presję) czy, kiedy i dokąd. W końcu pod wieczór umawiamy się. Klamka zapadła.

Sobota rano. Oczywiście trafiliśmy idealnie;D Tym razem icm się nie pomylił, mgły nie było, za to chmur miliony. Na szczęście miejsce ładne (na przyszłość) no i te resztki jesieni... Wracam do domu w miarę zadowolony z wrażeń.

Niedziela rano. F*^&*$
Co prawda wieje jak smok, ale niebo z kolorowymi chmurkami szyderczo naśmiewa się z frajerów, którzy dnia poprzedniego usiłowali coś wypatrzeć przez wizjery. Staram się zapomnieć o tym, co było wczoraj...

Poniedziałek rano. Pełen nadziei wpatruję się w czerwoną linię na niebieskim tle
(icm, prognoza na wtorek)

Wtorek rano. Po drodze;) do pracy jadę w to samo miejsce, w którym byliśmy w sobotę. Jest -2.5C, jest delikatny szron, jest wschód z kulką, nie ma mgły... Nie ma też resztek jesieni, które widzieliśmy jeszcze trzy dni temu...

Konkluzja? Jestem zły na siebie. Listopad jest wystarczająco przygnębiający bez przejmowania się takimi szczegółami jak 100% zachmurzenia przez trzy tygodnie, czy opadające w mgnieniu oka liście. Czy fotograf musi być meteoropatą do kwadratu?





   Menu